„Elbrus – wychłodzenie”

Dobrze robi człowiekowi wejście na Mt. Blanc gdy wie, że jest to najwyższa góra Europy. Gorzej gdy po tym wyczynie okazuje się, że wielcy tego świata dokonali odkryć stawiających na pierwszym miejscu, nie Mt Blanc, ale Elbrus. Nie pozostaje nic innego jak spakować plecak, przeczytać kilka przewodników i ruszyć na najwyższą górę Europy.
Podróż przez Białoruś, Ukrainę i Rosję dostarcza wiele emocji i ciekawych przygód. Na każdym kroku trzeba zachowywać czujność, aby się nie zgubić, nie przegapić okazji, nie przepuścić jedynej w życiu okazji dotarcia do celu, czy przede wszystkim nie dać się oszukać. Już od momentu przekraczania granicy wkracza się w inny świat. Nie trzeba być szczególnie dobrym obserwatorem by to stwierdzić. To się po prostu czuje.
mtblanc_francja (14)

Dla naszej niewielkiej ekipy: Gruby, Młody, Cichy, Ślepy, Długi i Matka, przygoda ze wschodem rozpoczęła się od wplątania w nielegalny przewóz wędlin. Następnie były problemy z zakupem biletów do Mineralnych Wód, a później przez kolejne dwa dni jazda w dusznym rosyjskim wagonie. Nawiązane przy tej okazji podróżne znajomości nie wróżyły niczego dobrego. Niemal każdy ostrzegał nas przed wyjazdem w Kaukaz strasząc bojówkami czeczeńskimi porywającymi i mordującymi turystów.
Mimo wszystko nie zrezygnowaliśmy i po trzech dniach podróży stanęliśmy u podnóża masywu Elbrusa. Pogoda dopisywała. Spieszyliśmy się jednak, bowiem prognozy były niekorzystne. Jeszcze tego samego dnia dotarliśmy do „Beczek” (3800 m.n.p.m.), „Priuta Odinnatcatowo”(4300 m.n.p.m.) i „Skał Pastuchowa”(4800 m.n.p.m.). Tutaj rozbiliśmy obóz. Wysokość powoli zaczynała dawać znać o sobie, ale postanowiliśmy być twardzi. Chcieliśmy wyprzedzić chorobę wysokościową i następnego dnia o świcie zdobyć szczyt, zanim rozwinął się pełne jej objawy. Pod wieczór pierwszego dnia pobytu w masywie Elbrusa pogoda zasygnalizowała, że zbliża się zmiana. Gwałtowny wiatr wiejący całą noc połamał nam stelaże namiotów. Wraz z zachodem słońca temperatura powietrza spadła tak znacznie i tak gwałtownie, że nie nadążaliśmy zakładać ubrań. Ręce błyskawicznie grabiały smagane milionami lodowych igiełek niesionych z wiatrem.
Zanim ułożyliśmy się do snu. Zjawiła się u nas zaprzyjaźniona ekipa alpinistów z Limanowej obozująca kilkaset metrów niżej. Był z nimi ksiądz, więc dzień zakończyliśmy mszą św. Modlitwa na mrozie nie była najlepszym rozwiązaniem. Przemarzliśmy do szpiku kości, a woda i wino zamarzły na kość i był problem by je wlać do kielicha.
Zazdrościliśmy im, gdy nasi znajomi odchodzili w dolinę. Dla nas szykowała się długa i zimna noc. Wiatr przybierał na sile, grożąc porwaniem namiotów. Musieliśmy wzmocnić zabezpieczenia i pochować wszystko co mogło odlecieć. Noc gęstniała, a wraz z nią nachodził na okolicę przenikliwy mróz. Zmęczeni podejściem, wychłodzeni staniem na mszy św., przewiani wiatrem, marzyliśmy o chwili gdy będziemy mogli wejść do śpiworów. Niestety mocowanie namiotów stawało się coraz trudniejsze, również z powodu narastających objawów choroby wysokościowej. Gdy w końcu ułożyliśmy się w śpiworach, każdy z nas był mocno wychłodzony. Gorąca herbata przygotowana zawczasu i kaloryczny posiłek, mimo, że wpychane do ust siłą, przywróciły nas do życia.
Szczyt zaatakowaliśmy około 5.00 rano. Trochę za późno. Na wysokości około 5 000 m.n.p.m. zaskoczyła nas nagła zmiana pogody i musieliśmy uskutecznić odwrót. „Ślepy” czując się silniejszy od innych postanowił kontynuować jeszcze przez chwilę wspinaczkę z przygodnie napotkaną grupą rosyjską. To był ostatni raz gdy widzieliśmy go w tak dobrej formie tego dnia. Mimo, że miał wrócić zaraz po nas, czekaliśmy na niego do późnego wieczora.
Gdy dotarł wraz z innymi zagubionymi tego dnia do bazy przy Priucie, był prawie tak samo zmęczony i wychłodzony jak ja i brat, którzy przez cały czas poszukiwaliśmy go po zboczach Elbrusa.
Mróz, wilgoć, zmęczenie, głód i pragnienie (w emocjach poszukiwań brakowało czasu na zaspokojenie potrzeb fizjologicznych) spowodowały, że całą trójką byliśmy w kiepskiej formie. Myśli nie kleiły się, ból głowy, osłabienie, drżenia mięśni, wszystko to składało się na obraz WYCHŁODZENIA!
Organizm człowieka do właściwego funkcjonowania potrzebuje zachowania właściwej, stałej temperatury. 36.6 °C to przyjęta statystycznie wartość prawidłowa dla większości ludzi. Zdarzają się jednak sytuacje zaburzające ten stan. Wówczas zależnie od kierunku zmiany temperatury mówimy o przegrzaniu, gorączce, hipertermii lub wychłodzeniu i hipotermii.
Człowiek poddany działaniu niskiej temperatury uruchamia mechanizmy obronne. Gdy to nie wystarcza rozpoczyna się proces narastania objawów patologicznych, których nasilenie i charakter zależy od wysokości temperatury.

PORADY DOKTORKA

Objawy wychodzenia:
- osłabienie
- suchość w jamie ustnej
- zawroty głowy
- zimne poty
- czerwone lub czarne plamki przed oczami
- zadyszka
- omdlenie

Zasady zapobiegania:
- właściwe wytrenowanie i zaopatrzenie w prowiant adekwatnie do planowanego wysiłku
- stałe uzupełnianie zapotrzebowania na substancje energetyczne
- przy dużym wysiłku (bieg, jazda na rowerze) co po pierwszej godzinie wysiłku, co 15- 25 min zjedz około 40 – 50 g węglowodanów
- uzupełniaj płyny najlepiej z zawartością węglowodanów i soli mineralnych
blog comments powered by Disqus