Selekcja – odwodnienie

W świecie sportów extremalnych funkcjonuje wiele wydarzeń przyciągających stada zapaleńców.
Swoje imprezy mają harcerze, militaryści, surwiwalowcy, poszukiwacze skarbów i złota, rowerzyści – jednym słowem ekstremaliści różnej maści i kalibru.
W całym natłoku wydarzeń generalne kryterium oceny albo nas zachęca do uczestnictwa, albo odstrasza. Mamy zatem imprezy popularnie zwane „pedalskimi” – takim mianem w kuluarach określa się na przykład Marlboro Adventure Team. Są też imprezy odmiennego kalibru, o których nikt nie odważy się powiedzieć „pedalskie”, a ich ukończenie nobilituje i stawia wśród najlepszych.
Do wydarzeń posiadających krótką, lecz niezwykle bujną historię należy Selekcja Żołnierza Polskiego. Gra surwiwalowo - militarna o rozbudowanej fabule dająca wycisk największym twardzielom. Jeśli masz wątpliwości spróbuj – gwarantuje, że nie zapomnisz do końca życia.
Odbyło się to wkrótce po moim powrocie z Marlboro Adventure Team ’99. Po wspinaczce w Kanionie Kolorado, lotach pod śmigłowcem, ściganiu się motocyklem po Monument Valley, kowbojce w Utah itd., czułem się „ekstremalistą” w każdym calu. Na luzie opowiadałem o raftingu po wzburzonym Kolorado, gdy inni rozdziawiali na to gęby. Jazda Wranglerem po skałach kanionu była swego rodzaju codziennością przy zmaganiach MAT. Myślałem, że nie ma dyscypliny, która stanowiłaby dla mnie wyzwanie. Żadna impreza nie była dla mnie zbyt trudna.
Z moich narcystycznych przemyśleń wyrwał mnie Piotr Bernabiuk. Gdy inni szeptali za plecami, on jeden miał odwagę powiedzieć otwarcie:
„Stary, nie chcę cię martwić, ale wiesz, MAT to pedalska impreza? Chcesz się sprawdzić? Spróbuj Selekji.”
Bez jaj! Co mi tam jakaś gówniana Selekcja, przecież wygrałem MAT. Pokażę tym mięczakom co jestem wart.
Po wstępnych eliminacjach w Jurze Krakowsko – Częstochowskiej zakwalifikowałem się do trzeciej edycji Selekcji Żołnierza Polskiego. Poligon drawski staną dla mnie otworem i przez trzy dni i trzy noce do bólu odkrywałem jego najdalsze zakamarki. Wystartowała setka ludzi, wybrana z tysiąca pięciuset zgłoszonych. Każda godzina przynosiła zmiany w ilości uczestników. Czasem psychika, czasem fizjologia okazywały się przeciwnikiem silniejszym niż podejrzewaliśmy.
Pierwszego dnia odebrano nam wszystkie zapasy jedzenia i wody. Dwie minuty na zjedzenie i napicie się, to czas zupełnie nie wystarczający. Od tego momentu zaczyna się nasz marsz. Właściwie wszystko co pamiętam z selekcji to bezustanny marsz od czasu do czasu urozmaicony biegiem, pływaniem lub czołganiem się. Nasze średnie tempo to 8 km/h. Omijaliśmy wszystkie mosty, pokonywaliśmy bagna i trzęsawiska. Gdy tego było mało zahaczaliśmy o jeziora brodząc po szyję w wodzie z plecakami uniesionymi nad głowę. Dzień i noc, dzień i noc bez wytchnienia.
Prawie bez znaczenia była pogoda. Czy świeciło słońce, czy padał deszcz byliśmy tak samo mokrzy i tak samo spragnieni. Mimo to pogoda był „prawie” bez znaczenia.
Drugiego dnia marszu zaświeciło nad poligonem drawskim słońce. Nie przeszkadzało nam dopóki szliśmy w cieniu drzew. Otwarte, piaszczyste tereny pól taktycznych okazały się zabójcze dla niektórych.
Głód był naszym wiernym towarzyszem. Wciąż nie mieliśmy nic w ustach od dnia poprzedniego. Jednak w tych warunkach pogodowych trudniejsze do zniesienia okazało się pragnienie. Byłem pewien, że wszystko ze mną w porządku dopóki sikałem. Gdy zabrakło płynów na mocz, zacząłem rozumieć, że moim wrogiem numer jeden robi się odwodnienie. Nie byłem osamotniony. Po twarzach towarzyszy niedoli widziałem, że i im brakuje wody w organizmach.
Walczyliśmy. Byli tacy wśród nas, którzy nie wytrzymywali. Odpadali na kolejnych kilometrach marszu. Nawet nie mieliśmy siły oglądać się na nich. Szedłem ramię w ramię z Mikołajem Zielińskim z Poznania. Tuż za nami postępowała niewysoka blondynka z włosami do ziemi – Joanna Klockowska – obecnie znana w środowisku, niezniszczalna uczestniczka rajdów przygody.
Na jednym z nielicznych postojów zauważyłem niepokojące objawy u jednego z uczestników. Wyglądał na nieobecnego, nie zwracał uwagi na otoczenie, miał ciężki oddech, zbladł, ręce mu drżały. Wyglądał cieniutko. Myślałem, że nie poderwie się do dalszego marszu. Poderwał się. Postanowiłem go obserwować. Ten objaw mnie ucieszył – znaczy to, że ze mną jeszcze nie tak źle, skoro mam siłę interesować się innymi.
Następne kilometry były ciężkie dla wszystkich. Marsz w pełnym słońcu po głębokim piasku. Kilku odpadło. Ten, którego obserwowałem szedł. Widziałem, że każdy krok to dla niego wielki wysiłek. Głowę miał nisko pochyloną, zataczał się lekko od czasu do czasu.
Kolejny postój nastąpił nieoczekiwanie. Prowadzący nas harcerz miał wątpliwości, co do dalszej drogi i musiał skontaktować się z Jackiem Bujańskim – perfekcyjnym znawcą terenu. Mieliśmy chwilkę dla siebie. Wszyscy szukali miejsca w cieniu. „Obserwowany” usiadł tam gdzie stał w pełnym słońcu. Podszedłem, by zaproponować mu lepsze miejsce. Nie słyszał jednak co do niego mówiłem. Patrzył na mnie tępym wzrokiem nie rozumiejąc o co chodzi. Nie miałem wątpliwości, dopadło go ODWODNIENIE!
Nie ma życia bez wody. Nie może być też mowy o sporcie, tym bardziej o sporcie długodystansowym, jeśli nie ma dobrego planowania zaopatrzenia w wodę. Nasz organizm w co najmniej 60 procentach składa się z wody. Nie tylko krew jej potrzebuje, ale i każda żywa komórka. Prawidłowe funkcjonowanie wszystkich procesów zależy od właściwych proporcji wody. Równowaga między krwią, płynem mózgowo – rdzeniowym i płynem komórkowym musi być precyzyjnie zachowana.
Wodę z organizmu tracimy różnymi drogami. Do najważniejszych należy droga wydzielania przez gruczoły potowe. To główny mechanizm termoregulacji, a zatem istota utrzymania właściwej temperatury ciała. To być albo nie być dla organizmu ludzkiego. Największe skupiska gruczołów znajdują się na stopach, twarzy i głowie. Niektórzy twierdzą, że „przez głowę” tracimy do 70% całego ciepła. Mądrość góralska chyba dawno już to odkryła, bo górale przez okrągły rok chodzą w ciepłych czapkach. Dzięki temu nawet w zimie można zauważyć, że słabo ubrani nie marznął.
Wydzielanie potu to proces konieczny dla termoregulacji. Niestety wymaga to od naszego organizmu dużego nakładu energii. Na odparowanie 1 litra potu zużywamy około 500 kcal. W warunkach dużego wysiłku fizycznego możemy tracić nawet do 2 litrów wody na godzinę. Stąd prosty rachunek, że na samo pocenie w ciągu dwóch godzin biegu, możemy zużyć tyle energii, ile normalnie zużywamy przez cały dzień funkcjonowania.
Kolejną istotną sprawą jest fakt, że z potem uciekają z nas elektrolity. Głównie potas, sód, chlor, magnez i wapń. Dlatego podczas dużych wysiłków na pierwszy plan mogą wysunąć się objawy zaburzeń elektrolitowych, hipoglikemii czy odwodnienia. Najczęściej wszystkie trzy współistnieją.
Najprostszym sposobem zapobiegania odwodnieniu jest uzupełnianie płynów. Przy dużym wysiłku, szczególnie przy wysokich temperaturach, nawet do dwóch litrów na godzinę. Problem, gdy nie mamy ze sobą tyle wody, bo kto do biegania zabiera ze sobą wiadro?
Dobrze wytrenowany organizm, przyzwyczajony do długotrwałych wysiłków lepiej gospodaruje płynami. Równie istotne jest właściwe dozowanie intensywności wysiłku. Trzeba tak biegać, żeby się nie spocić i nie dostać zadyszki (z oddechem tracimy równie dużo wody). Utrzymywanie tętna na właściwym poziomie – indywidualnie może to być ok. 130 – 140/min, to objawy dobrego wytrenowania.
Dobrym wskaźnikiem nawodnienia organizmu jest oddawanie moczu. Dopóki sikamy oznacza to, że nerki mają co filtrować, a więc jest w nas dość wody. Brak moczu w pęcherzu to pierwszy znak, że trzeba pić. Gdy nie uzupełnimy braków, krew zaczyna gęstnieć, woda z komórek i płynu mózgowo - rdzeniowego przechodzi do naczyń krwionośnych, skąd bezpowrotnie tracimy ją przez parowanie. Osłabienie, zawroty głowy, uczycie rozpalenia, suchość w jamie ustnej, zgęstnienie śliny, omamy wzrokowe i słuchowe, to tylko objawy, które zlekceważone mogą bezpośrednio poprzedzać obrzęk mózgu i śmierć.
PORADY DOKTORKA
Objawy odwodnienia:
- osłabienie
- suchość w jamie ustnej
- brak produkcji moczu
- zawroty głowy
- zadyszka
- omdlenie

Zasady zapobiegania:
- właściwe wytrenowanie i zaopatrzenie w wodę i sole mineralne adekwatnie do planowanego wysiłku
- stałe uzupełnianie zapotrzebowania na wodę i sole mineralne
- przy dużym wysiłku (bieg, jazda na rowerze) co po pierwszej godzinie wysiłku, co 15- 25 min pij 100 – 150 ml płynu z solami mineralnymi, nawet jeśli nie masz na to ochoty
- pamiętaj: odwodnienie narasta powoli, ostatecznie daje silne objawy
blog comments powered by Disqus