„Boli, to rośnie, albo masz zakwasy...” – skialpinizm, zakwasy, Oppenheim

Służba w Wojskowym Ośrodku Szkoleniowo – Kondycyjnym w Groniku koło Zakopanego zaowocowała ciekawymi doświadczeniami. W grupie instruktorów wychowania fizycznego znalazłem kilka osób o podobnych zapatrywaniach na wyczyn i szkolenie wojskowe jak moje. Nie tylko codzienny trening i zdobywanie umiejętności, ale ciągła konfrontacja z innymi, to droga do profesjonalizmu. Szczególne jest to ważne dla kierunkowego szkolenia specjalistów wojskowych. Komandos teoretyk może najwyżej pozostać doskonałym gawędziarzem, nigdy nie będzie w stanie sprostać wymaganiom służby. W WOSzK Gronik wielokrotnie rozważaliśmy aspekt szkolenia profesjonalistów różnych dziedzin wojskowych. Główny nacisk, ze względu na charakter jednostki kładliśmy na szkolenie pilotów, w tym kwestię autoratownictwa oraz przetrwania po katastrofie lotniczej w trudnych warunkach, do czasu nadejścia pomocy. Z tych samych powodów pod rozwagę braliśmy specyfikę szkolenia ratownika i lekarza w służbie ratownictwa lotniczego.
Niezależnie od dyscypliny wojskowej, przygotowanie psychomotoryczne i fizyczne okazywało się istotą dobrego wyszkolenia. Podążając za tą ideą podjęliśmy drogę samodyscypliny i samodoskonalenia, aby pozyskać wiarygodność w swoich teoriach. Wraz z nadejściem zimowego sezonu skialpnistycznego postanowiliśmy zorganizować ekipę na wojskowe zawody w tej dziedzinie organizowane co roku w Szwajcarii. Urok wydarzenia polega na umieszczeniu go w Alpach szwajcarskich. Trasa długości ok. 100 kilometrów pokonuje przewyższenie kilku kilometrów. Dodatkowa atrakcja zawodów polega na tym, że rozgrywane są w nocy.
Rozpoczęliśmy przygotowania. Wszyscy razem i każdy na własną rękę. Ja zastosowałem wypróbowaną metodę motywowania się do doskonalenia formy poprzez starty w zawodach Pucharu Polski. Jako jedna z eliminacji odbyły się w Tatrach Zachodnich zawody im. Józefa Oppenheima "Na oko", na starcie stanęła blisko setka zawodników. Wspaniałe okoliczności przyrody Doliny Chochołowskiej prezentującej swoje najlepsze, wiosenne wdzięki zgromadziły nie tylko startujących, ale i sporą grupę kibiców i sympatyków tej niezwykle przyjemnej, aczkolwiek nieco wyczerpującej, dyscypliny sportowej.

sk5

Start spośród krokusów na polanie przed schroniskiem po obszernych ciągle łatach śniegu, podbieg na Grzesia i Rakoń, zjazd na polankę pod Rakoniem, powrót na Rakoń, zjazd w okolice schroniska, Dolina Jarząbcza, powrót do schroniska. W sumie około 26 kilometrów i 1700 m przewyższenia. Dla najlepszych to zaledwie dwie godziny biegu. Dla takich jak ja znacznie więcej, choć nie mniej emocji, a może jeszcze więcej przyjemności.
Tym razem wykazałem większy niż zwykle brak profesjonalizmu przygotowując się do zawodów. Narty nieużywane od poprzedniego sezonu, foki również, do picia zwykła kranówka... . Dystans, który miałem do pokonania szybko zweryfikował moje podejście do sportu.
Na starcie wszyscy ustawili się szeroką ławą, dzięki temu, że miałem wysoki numer, stałem na dobrej pozycji. Sygnał sędziego do startu i... wszyscy pobiegli a ja zostałem z odpiętą nartą . Zapięcie obluzowało się jeszcze w poprzednim sezonie i nie trzymało pewnie buta. Na szczęście udało mi się opracować odpowiedni rodzaj ruchu nogi, który pozwalał na utrzymanie narty, ale kosztował mnie to dużo dodatkowego wysiłku i czasu.
Gdy ja zmagałem się z niesforną nartą, peleton podbiegał już na Grzesia. Przyjemnie jest czasem pozostać w ogonie. Zawsze trafi się ktoś kogo można wyprzedzić... . Wyprzedzałem do czasu, aż na horyzoncie ukazała mi się sylwetka Piotra Skoneckiego. Z poprzednich edycji wiedziałem, że jego tempo mi odpowiada, więc razem możemy bezpiecznie przebyć cały dystans. Podczas pościgu udało mi się wyprzedzić Magdę Derezińska – wicemistrzyni świata kobiet (niestety tylko na moment). Na pierwszym podejściu dopadł ją kryzys i ból głowy. Zaproponowałem pomoc mając na podorędziu wyłącznie „ręce, które leczą”. Niestety efekt leczniczy był niezwykle spektakularny, na moją niekorzyść, i już na pierwszym zjeździe Magda z uśmiechem na ustach zostawiła mnie w tyle.
Piotrek Skonecki okazał się tym razem niedysponowany, więc pozostawiłem go w tyle podpinając się do Marcina Rząsy i Naczelnika TOPR. Marcin również pozostał w tyle, za to Jan Krzysztof nie dał się wyprzedzić ani na krok i na finiszu pozostawił mnie daleko w tyle.
Podczas podbiegu na Rakoń gdy już niemal wyprzedzałem naczelnika i byłby to pewnie jedyny raz w moim życiu, mój sąsiad z Kościeliska - Tomek Michalik – lojalny Ratownik TOPR, zabiegł mi drogę ostrzegając, żebym nie ważył się tego robić. Trudno było się z nim nie zgodzić - kawał chłopa. Pozostałem więc na pozycji, w cieniu naczelnika, co ostatecznie pozwoliło mi szczycić się, że choć do TOPR’u nie zostałem przyjęty, to za naczelnikiem pójdę wszędzie.
Ostatnich kilka kilometrów biegu było dla mnie katorgą. Zaburzenia elektrolitowe i zakwaszenie mięśni dawało znać o sobie. Posuwałem się do przodu na sztywnych nogach, bo każde zgięcie powodowało silny ból i skurcz. Gdy wpadałem na metę, w geście medialnym padłem na kolana i tak zostałem. Efekt zakwaszenia spowodował masywny skurcz mięśni nóg i nie mogłem ich wyprostować. Kilkanaście minut trwało przywracanie im jakiejkolwiek ruchomości. Trochę bolało... . Takich ZAKWASÓW nie miałem nigdy.
W organizmie człowieka występują zasadniczo trzy typy mięśni: gładkie, sercowy i poprzecznie prążkowane. Pracę zależną od naszej woli wykonują tylko te ostatnie.
Wśród mięśni poprzecznie prążkowanych wymienia się grupy zbudowane z włókien wolno - i szybko - kurczliwych. Podstawowa różnica polega na sposobie pozyskiwania energii do pracy. Włókna szybkokurczliwe wykorzystują głównie mechanizm beztlenowy i są mało odporne na zmęczenie. Biorą udział głównie w wysiłkach krótkotrwałych o dużej intensywności – supramaksymalnych i maksymalnych.
Włókna wolnokurczliwe stanowią grupę związaną z wysiłkiem tlenowym. Są odporne na zmęczenie, więc uczestniczą głównie w uprawianiu sportów wytrzymałościowych. Pozyskiwanie energii przebiega w nich na drodze spalania tlenowego. Substrat energetyczny dla nich stanowią tłuszcze i glikogen.
Trening wytrzymałościowy jest procesem kształtowania głównie tej grupy włókien mięśniowych.
Poszczególne grupy mięśni i rodzaje włókien mięśniowych są uaktywniane i angażowane do pracy zależnie od rodzaju wysiłku i czasu trwania. Ogólnie można przyjąć, że są trzy etapy zużywania substratów energetycznych:
1. wysiłki trwające od 2 do 6 sekund – na taki czas wystarcza nam energia łatwo dostępna, stale zgromadzona w mięśniach. Są to tzw. fosfageny czyli gotowy ATP i fosfokreatyna. To najszybsze źródło energii. Można powiedzieć, że to czysta energia w mięśniach. Niestety jest jej niewiele, bo zaledwie na 2 – 6 sekund wysiłku, zależnie od wytrenowania organizmu. Nie ma możliwości zgromadzenia większej ilości, to substancje nietrwałe.
2. wysiłki trwające do dwóch minut – po wykorzystaniu fosfagenów organizm sięga po glukozę. W procesie tzw. glikolizy beztlenowej powstaje energia. Niestety produktem ubocznym jest kwas mlekowy, który zaburza równowagę elektrolitową komórek, wiąże jony wapnia i doprowadza do niekontrolowanego, bolesnego skurczu mięśnia (= zakwasy).
3. wysiłki długotrwałe powyżej dwóch minut – opierają się na wykorzystaniu pracy mięśni wolnych. W procesach z użyciem tlenu, spalaniu ulega glikogen i tłuszcze. Zależnie od wytrenowania organizmu, nagromadzenia zapasów energetycznych i umiejętnego wspomagania, można rozwijać wytrzymałość długodystansową mięśni niemal w nieskończoność.

Zakwasy powstają w następstwie intensywnego przebiegu procesów beztlenowego spalania glukozy. Następuje to przede wszystkim w pierwszych minutach intensywnego wysiłku fizycznego. Dlatego wytrawnego długodystansowca łatwo poznać po tym jak startuje (od początku oszczędza energię) i jak dysponuje zapasami energii w czasie trwania wysiłku.
Proces glikolizy beztlenowej przebiega jednak przez cały czas trwania wysiłku, więc kumulowanie kwasu mlekowego w mięśniach jest procesem ciągłym. Gdy przekracza ono możliwości wyrównawcze, powoduje znaczne zakwaszenie tkanek i tym samym zablokowanie jonów wapnia, pojawia się skurcz.
Proces usuwania kwasu mlekowego z mięśni jest długotrwały i trudny, dlatego istotniejsze jest zapobieganie zakwasom niż ich leczenie.

Objawy zakwasów:
- bóle mięśni
- stwardnienie ograniczone mięśni lub całych grup mięśniowych
- osłabienie mięśni
- ogólne osłabienie związane z zakwaszeniem organizmu
- poty
- złe saomopoczucie


Zasady zapobiegania zakwasom:
- właściwe wytrenowanie organizmu i właściwe planowanie wysiłku
- stałe uzupełnianie zapotrzebowania na substancje energetyczne, płyny i sole mineralne podczas wysiłku fizycznego
- właściwe dobieranie proporcji między wysiłkiem i wypoczynkiem (nie zapominaj o przerwach kompensacyjnych)
blog comments powered by Disqus